[PF] Co IW wyleczyła we mnie

[Piotr Filonowicz]

Co IW wyleczyła we mnie, czy mi już pomogła?
Oczywiście nie wiem, bo nigdy tego nie mierzyłem. Zdaję sobie jednak sprawę, że jestem - zapewne także dzięki IW - osobą, która znacznie lepiej radzi sobie z bessą, ze spadkami wiary w siebie i w działanie niż kiedyś. Sinusoida moich stanów wychylała się mocno i kiedy spadała w dół trafiała czasem na czekającą tam lepkość, potocznie zwaną stanem depresyjnym. Tę lepkość, z której wydaje się, że nie ma wyjścia i później gdzieś niespodziewanie, po paru godzinach, dniach lub w tygodniach, pojawiało się coś. Może słońce, może jakaś zmiana układu planet, które dawało szansę na wybicie się i ta szansa była wykorzystywana, zwykle z użyciem ruchu, śmiechu. Obecnie świadomość siebie i rzeczywistości zdecydowanie urosła i jest to rzecz jasna niemierzalne, w jakim stopniu urosła dzięki IW, a w jakim stopniu dzięki innym doświadczeniom. A jednak improwizacja wolna jest istotnym obszarem pracy nad sobą, terminem, który powraca i mam wrażenie, że będzie powracać.
Improwizacja wolna jest umowną nazwą na jakiś obszar działań, które faktycznie nie mają bardzo ostrej granicy i nazywane są tak tylko dla wygody. Jako wyodrębnienie, jest dla mnie formą upewnienia się w tym, że robimy jakąś rzecz konkretną, a nie całkowicie nieokiełznaną, niedotykalną i nieprzekazywalną.
Jest też zapewne formą promocji, w znaczeniu możliwości zakomunikowania zewnętrznemu światu, że coś takiego w ogóle istnieje i można do czegoś takiego dołączyć.
Gdyby nie zjawisko zwane improwizacją wolną, byłbym teraz po prostu gdzieś indziej, szedłbym inną drogą, nikt nie wie, czy nie lepszą.

Jest więc IW jakąś techniką, drogą, jakimś przypadkiem, który się na drodze przydarzył. Przypadkiem, który uczy lepszego akceptowania przypadku, wykorzystania przypadku, nie negowania go, nie mówienia mu odejdź.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

[MiK] Hipnoza i flow

[MiK] Parę myśli po zajęciach z ostatniego tygodnia (cz. I)

[KK] -> HH