Miałem dzisiaj sen, w którym Piotr mnie zahipnotyzował. Działo się to chyba na zajęciach z rodzaju "Pracy z flow", ale nie w Satwa Jodze, tylko w jakimś innym miejscu. Było to ciekawe, bo nigdy w życiu nie miałem styczności z hipnozą, ale jednocześnie miałem silne przekonanie czy pewność (tak, jak to bywa tylko we śnie), że tak właśnie czuje się człowiek zahipnotyzowany. Przypominało to trochę stan "odpłynięcia", jaki ma się w kilka-kilkanaście sekund przed zaśnięciem, ale z zachowaniem w jakimś sensie pełnej przytomności i dużej koncentracji. Nie pamiętam, jakiej metody Piotr użył, ale w każdym razie kiedy wszedłem już w stan hipnozy chodził ze mną po pokoju i dawał mi różne sugestie w rodzaju "teraz zamknij oczy". Było to dość zabawne, bo z jednej strony robiłem dokładnie to, co mi powiedział, a z drugiej miałem poczucie, że wszystko to robię wyłącznie z własnej woli. Miejscami było to też trochę creepy, bo Piotr cały czas się zagadkowo uśmiechał i p...
Parę myśli po zajęciach z ostatniego tygodnia. * W ćwiczeniach wykonywanych w parach (zwłaszcza opowiadanie historii i prowadzenie ślepca) brakowało mi, może paradoksalnie, pewnego odczucia *obojętności* osoby współdziającej wobec mnie. To znaczy poczucia, że druga osoba nie działa "dla mnie" czy nawet "wobec mnie", ale jest jak siła przyrody, która po prostu ma swój odrębny flow. Mogę mu się poddać lub przeciwstawiać, ale nie jest on u swego źródła kształtowany przeze mnie. Czy też: jesteśmy jak dwaj wojownicy, z których każdy włada własną sztuką walki, szanujemy się wzajmnie, ale nie staramy się ze sobą rywalizować ani współpracować, dostrzegamy się z odległości. Nasze opowieści czy działania fizyczne tworzą dwie linie, które biegną obok siebie, czasem się splatają, czasem rozchodzą, ale nie muszą się wzajemnie podtrzymywać. Zetknięcie z tego rodzaju siłą daje mi swoiste poczucie mocy i bezpieczeństwa - jeśli partner jest silny i podąża za własnym strumieniem,...
[Kasia Kwasniewicz] To, na co zwróciłam uwagę, co mnie osobiście inspiruje, to swego rodzaju ‘wyrąbane’ i luz. Tak, jakbyś robił wszystko dokładnie z flow zupełnie naturalnie, z luzem i jakimś takim dystansem. Ktoś kiedyś na zajęciach porównał Cię do takiego chłopca rzezimieszka (może trochę innymi słowami, ale tak to zapamiętałam), który rozraia. Ja myślę sobie, że rzeczywiście można by tak odebrać, jako jakąś maskę, system obronny przed uczuciem wstdu, lęku (?) sugerując się powagą zmieszaną z nagłym śmiechem. W moim odbiorze jest to jednak oznaka płynięcia zgodnie z flow – chce mi się śmiać, robię to. Chcę się wygłupiać lub naparzać z kolegą jak po lekcjach za boiskiem – ok. Widzę w tych zachowaniach harmonię. Jakbyś przepływał między stanem poczucia humoru i dystansu do totalnego focusu na reakcję drugiej osoby. I tu kolejna sprawa: w moich odczuciach świetnie obserwujesz, w pracy ‘lustro’, czułam, ze kooperujemy, nawzajem przejmujemy od siebie energię. Generalnie, kiedy pracuję...
Trochę impro głosem, średnio zwarte. Potem pośpiewaliśmy jeszcze "Elaj mome".
OdpowiedzUsuńnagrania z dziś zostały na aparacie fotograficznym. Wrzuce tylko to co mam na dysku przenosnym od PF
OdpowiedzUsuńDzięki! Szacuję znacznie lepszą formę na czwartek. Do zobaczenia.
OdpowiedzUsuń